W samym centrum Bukaresztu stoi stary kompleks szpitala Colțea, założony w XVIII wieku. Dziś jest to nowoczesny szpital, ale jego początki były zupełnie inne. Pod szpitalem ciągną się dawne piwnice i lochy, które w czasach zaraz służyły jako umieralnie – izolowano tam chorych, żeby nie „skażali” reszty miasta.
Legendy mówią, że w piwnicach szpitala chowano nie tylko chorych, ale też ludzi niewygodnych dla władzy. Zamurowywano ich w ścianach albo zostawiano na pewną śmierć w ciemności.
Podobno część korytarzy prowadziła prosto do dawnej Wieży Colțea – strażnicy mieli dzięki temu pilnować, by nikt nie uciekł.
Do dziś mówi się, że w podziemiach słychać jęki i stukot łańcuchów. Pielęgniarki i lekarze pracujący nocą twierdzą, że czasem słychać nagłe krzyki, które wydają się dobiegać spod podłogi.
Zdarzało się też, że pacjenci prosili, by „uciszyć ludzi, którzy krzyczą w piwnicy” – choć oficjalnie nikogo tam nie było.
Jedna z najstarszych wersji legendy mówi o młodej zakonnicy, która pomagała w szpitalu i odkryła nadużycia przełożonych. Żeby ją uciszyć, zamknięto ją w piwnicy i zostawiono na śmierć.
Od tej pory nocami widać podobno kobiecą postać w habicie, która przechadza się korytarzami szpitala Colțea i znika, gdy ktoś próbuje podejść bliżej.
Szpital Colțea to nowoczesna placówka, pełna życia i pacjentów. Ale mieszkańcy Bukaresztu nadal opowiadają, że w nocy, zwłaszcza w starych skrzydłach budynku, można poczuć ciężki chłód i usłyszeć szepty spod ziemi.