To historia bardzo świeża, dlatego wstrząsnęła Bukaresztem. W 2024 roku ujawniono, że na oddziale ratunkowym działo się coś przerażającego – dwie lekarki były oskarżone o celowe manipulowanie dawkami leków pacjentów. Kilka osób zmarło w dziwnych okolicznościach, jeden pacjent konał przytomny, nie mogąc złapać oddechu. Pielęgniarki opowiadały potem o „cieniach” krążących po korytarzu i o tym, że sprzęty same się wyłączały. W świadomości mieszkańców szpital stał się „nową nawiedzoną ruiną”, mimo że działa do dziś.
Kobiety miały podawać "słabo rokującym" pacjentom intensywnej terapii istotnie zredukowane dawki noradrenaliny. To - według śledczych - doprowadziło do śmierci chorych.
Lekarkom postawiono zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Z kolei jedna z pielęgniarek z oddziału została oskarżona o krzywoprzysięstwo.
Lekarki działały "z premedytacją i wykorzystując stan oczywistej bezbronności ofiar w celu spowodowania śmierci".
"U niektórych pacjentów wymagających intensywnej terapii, w przypadku których zdaniem oskarżonych nie było wskazane utrzymywanie przy życiu, opracowały i zrealizowały plan, polegający na nagłej redukcji dawki noradrenaliny (kluczowej substancji w intensywnej terapii, utrzymującej ciśnienie krwi)" - dodano.
Działanie takie spowodowało spadek ciśnienia krwi i zatrzymanie krążeniowo-oddechowe.
W szpitalu Pantelimon w kwietniu w ciągu zaledwie czterech dni doszło do śmierci 17 pacjentów. O podawaniu dawek noradrenaliny kilkanaście razy niższych niż konieczne informował personel szpitala.
🏥 Szpital Pantelimon – korytarze pełne szeptów
Wyobraź sobie wielki budynek, typowy dla postkomunistycznej architektury – beton, zimne szkło, światła jarzeniówek w oknach. W dzień wygląda zwyczajnie, jak każdy szpital. Ale nocą, gdy ulice pustoszeją, a ciszę przecinają tylko syreny karetek, budynek zmienia się w coś zupełnie innego.
Stoisz przede mną, a ja szepczę:
„Tutaj wydarzyło się coś, co nie pasuje do XXI wieku, do miasta pełnego ludzi i kamer. To historia nie z legend, ale z gazet, akt sądowych i zeznań świadków. A jednak brzmi jak opowieść o nawiedzonym miejscu.”
Na oddziale ratunkowym zaczęły umierać kolejne osoby. Najpierw lekarze tłumaczyli to „trudnym przypadkiem”, potem „zbiegiem okoliczności”. Ale liczba zgonów rosła.
W końcu zaczęto podejrzewać, że ktoś… pomaga tym ludziom odejść.
Śledczy odkryli, że dwie lekarki celowo zmieniały dawki leków. Zamiast dawać pełne ilości środków ratujących życie – podawały mniej, a czasem nic. Pacjenci gasili się powoli.
Najbardziej wstrząsające było świadectwo dotyczące 54-letniego mężczyzny:
Leżał na łóżku, świadomy, patrzył błagalnie w oczy pielęgniarki. Oddychał coraz ciężej, aż w końcu nie mógł złapać powietrza. „Dusił się w ciszy, jakby ktoś dusił go niewidzialnymi rękami” – mówił jeden ze świadków.