© 2025 AnkaSzamanka

buycoffee.png

Chiajna-Monastery-Haunted-Cursed_-5.jpg

Chiajna-Monastery-Haunted-Cursed_-3.jpg

Chiajna-Monastery-Haunted-Cursed_-4.jpg

Klasztor miał być wielki i piękny – budowany z inicjatywy „pani Chiajna”, potężnej kobiety z czasów hospodara Aleksandra. Ale podobno sam patriarcha rzucił na niego klątwę, bo fundacja klasztoru miała być krwawo zdobyta. Mówi się, że nigdy nie został konsekrowany. Podczas zarazy dżumy stał się kryjówką dla chorych i wygłodniałych. Ludzie umierali tam masowo. Wtedy z wieży zrzucili wielki dzwon do rzeki Dâmbovița – chcieli uciszyć złe duchy. Do dziś rybacy twierdzą, że w nocy słychać bicie dzwonu spod wody. Na murach ruiny pojawiają się też podobno twarze – jedna z nich to oblicze Ancuțy, córki pani Chiajna, którą własna matka kazała zgładzić za bunt.


Przed nami stoją olbrzymie ceglane mury, niemal czarne od czasu i wilgoci. Nie ma dachu, tylko puste okna i zwalone sklepienia, które wyglądają jak oczodoły gigantycznej czaszki. Cisza jest nienaturalna – tylko od czasu do czasu słychać skrzek ptaka albo plusk wody w oddali.

Ludzie mówią, że tu, w ruinach, czas się zatrzymał.


📜 Historia i przekleństwo

Klasztor zbudowano pod koniec XVIII wieku, w czasach pani Chiajna – córki hospodara. Był ogromny, piękny, wyprzedzał epokę swoim rozmachem. Ale już w trakcie budowy patriarcha rzucił na niego klątwę – twierdził, że został wzniesiony bez boskiego błogosławieństwa i na krwi.

Nigdy nie doczekał się konsekracji. Mówiono, że od początku „ciążyła nad nim ręka złego”.


☠️ Czas zarazy

Kiedy przyszła epidemia dżumy, klasztor zamienił się w piekło. Do ruin trafiali chorzy i umierający – nie jako pielgrzymi, ale jako wygnańcy. Setki ludzi konało w bólu, wśród brudu i płomieni świec. To tutaj rozgrywały się sceny, które mieszkańcy porównywali do samego Sądu Ostatecznego.