Najbardziej znana zbrodnia XX wieku w Rumunii. Ion Rimaru, student weterynarii, prowadził podwójne życie. W dzień – spokojny, nieśmiały chłopak. Nocą – potwór. W latach 70. atakował kobiety, zawsze w czasie burzy, kiedy miasto było pogrążone w ciemności i huku deszczu. Włamywał się, używał siekiery i noża, kąsał ofiary do krwi, a potem pił ją. Niektóre zmarłe kobiety gwałcił. Prasa nie mogła o tym pisać, bo reżim Ceaușescu nie chciał skandalu – mówiło się tylko o „seryjnych wypadkach”. Rimaru został schwytany, gdy pozostawił ślady zębów i krwi. Podczas egzekucji wył jak zwierzę i rzucał się na oprawców. Ludzie szeptali, że był opętany, a jego duch nadal chodzi po ulicach. Do dziś nazywa się go „wampirem z Bukaresztu”.



🧛 Ion Rimaru – Wampir z Bukaresztu

Był początek lat 70. Bukareszt rósł, ulice tętniły życiem, ale pod tą codziennością czaił się strach. Ludzie zamykali drzwi i okna, bo po zmroku w mieście pojawiał się ktoś, kto polował na kobiety.

Tym kimś był Ion Rimaru, student weterynarii, niepozorny chłopak, którego sąsiedzi uważali za spokojnego. Ale nocą zmieniał się w potwora.


🩸 Pierwsze ataki

Rimaru wybierał samotne kobiety – zwykle wracające późno do domu. Najczęściej atakował w czasie burz: głośne grzmoty i ulewa zagłuszały krzyki ofiar.

Uzbrojony w siekierę, nóż albo młotek, rzucał się na kobiety, ranił je do nieprzytomności. Ale to, co robił potem, było jeszcze gorsze:


👁️ Panika w mieście

Władze starały się ukrywać prawdę. Oficjalnie mówiono tylko o „dziwnych napadach”. Ale w mieście zaczęły krążyć plotki. Kobiety bały się wychodzić same. Mężczyźni chodzili z kijami i nożami.

Plotki mówiły o wilkołaku, o demonie, o wampirze. Nikt nie chciał wierzyć, że to zwykły człowiek.