© 2025 AnkaSzamanka | email | +48 739 442 182

Adres: Bulevardul Regina Elisabeta 38, Bukareszt – tuż obok parku Cișmigiu i kilka minut spacerem od Starego Miasta (Lipscani).



Kiedyś elegancki hotel, potem zwykły akademik – dziś znów świeci bogactwem. Ale jego mury pamiętają noc z lat 90. Studentka literatury wracała ze spotkania, gdy została napadnięta. Zepchnięto ją do szybu windy. Przez trzy godziny krzyczała o pomoc. Koledzy myśleli, że to żarty, aż wreszcie zapadła cisza. Od tej pory mówi się, że w niektórych pokojach słychać ciche wołanie: „Pomocy… pomocy…”. Kiedyś dozorca opowiadał, że próbował zaspawać szyb, ale co kilka miesięcy ktoś słyszał krzyk i zgłaszał go na policję. Oficjalnie to tylko echo starej konstrukcji, ale wielu studentów przysięgało, że widzieli postać dziewczyny z roztrzaskaną twarzą w lustrze łazienki.
W dzień wygląda jak typowy luksusowy hotel: odnowiona fasada, wielkie okna, lampy w stylu art déco. Ale gdy zapada zmrok, a szczególnie kiedy stoisz tu sam, budynek zaczyna emanować dziwnym chłodem.
To miejsce kryje jedną z najbardziej tragicznych historii współczesnego Bukaresztu.
Hotel otwarto w 1912 roku i był jednym z najpiękniejszych w mieście. Ale w latach 70. zamknięto go, a w 1990 budynek oddano studentom jako akademik. Był już wtedy stary, zaniedbany, a windy od dawna nie działały.
To właśnie wtedy doszło do tragedii, o której mówi się do dziś.
Młoda studentka literatury – niektóre wersje mówią, że miała na imię Maria – wracała późnym wieczorem z zajęć. Ktoś ją napadł w ciemnym korytarzu. Próbując się ratować, uciekła w stronę szybu windy, który był niezabezpieczony. Potknęła się i spadła w dół.
Przez trzy godziny wołała o pomoc. Jej krzyk odbijał się echem w pustym szybie. Ale nikt jej nie usłyszał, albo ci, którzy słyszeli, uznali to za żarty. Dopiero rano znaleziono ciało.