To XVII-wieczna świątynia, stojąca niedaleko dawnego centrum handlowego. Zbudowana w stylu brâncoveanu, z pięknymi freskami i ikonami. W dzień to miejsce ciszy i skupienia. Ale Bukareszt od dawna szeptał o tym kościele coś innego.
Mówi się, że przed wiekami młoda kobieta, zakochana w kupcu z miasta, została zdradzona i opuszczona. W rozpaczy przychodziła co noc do tego kościoła, modląc się o śmierć albo o zemstę. Po jakimś czasie zmarła – niektórzy twierdzą, że z głodu i smutku, siedząc pod ścianą świątyni.
Od tamtej pory w mroczne noce wierni i przechodnie widywali postać kobiety ubranej w czarne szaty. Stoi w cieniu ikonostasu albo na schodach przed wejściem. Nie mówi nic, tylko patrzy.
W niektórych wersjach legendy mówi się, że to nie zwykła dusza, ale demon smutku. Ma pojawiać się tylko tym, którzy w sercu noszą rozpacz lub zdradę. Gdy ktoś ją zobaczy, przez wiele dni czuje ciężar i przygnębienie, jakby duch kobiety dzielił się swoim bólem.
Dziś Kościół Świętych to piękne miejsce, odwiedzane przez turystów i wiernych. Ale przewodnicy duchów opowiadają, że czasem, kiedy wejdziesz tam wieczorem, możesz zauważyć cienistą sylwetkę w kącie. A jeśli spojrzysz jej prosto w twarz… zobaczysz tylko dwie puste, czarne dziury zamiast oczu.
To XVII-wieczna świątynia, stojąca niedaleko dawnego centrum handlowego. Zbudowana w stylu brâncoveanu, z pięknymi freskami i ikonami. W dzień to miejsce ciszy i skupienia. Ale Bukareszt od dawna szeptał o tym kościele coś innego.